Isabel, dlaczego…?

W Chicago zbliżał się koniec dnia. Wyjrzawszy przez okno zobaczył, jak słońce kryje się za horyzontem w pięknej otoczce kolorowego nieba. Wprawdzie ostatnie dni spędzał samotnie. Nie spotykał się z nikim, mimo to był zadowolony.
- Samotność sprzyja twórczej atmosferze – zwykł mawiać.
To prawda. Samotność sprawiała, że jego myśli krążyły gdzieś poza rzeczywistością. Uciekał w fantazjach daleko  od tego nędznego, przytłaczającego uczucia przygnębienia.
Kończył właśnie pisać swoje opowiadanie, w którym jeden przyjaciel zdecydował się w końcu zastrzelić drugiego. Ot taka prosta historia. Wpatrując się w monitor rozmyślał nad tym, czy zabójstwo jednego z głównych bohaterów tuż na początku historii jest rozsądne. Upomniał się w myślach, że pierwsze pomysły są najlepsze. Złożył ręce na karku i uśmiechnął się, po czym zamierzał zabrać się od razu za poprawki. Szkoda czasu, myślał. Może ktoś już teraz chce to przeczytać.
Nie spodziewał się tego, co stało się chwilę później. Nawet w swych najśmielszych fantazjach, czy marzeniach. Ktoś zapukał do drzwi. Niby nic niezwykłego, zwłaszcza, gdy mieszka się w hostelu, a jednak gość, który go odwiedził, otworzył drzwi. Mało tego. Otworzył drzwi, wszedł do pokoju i zamknął owe drzwi na klucz. Skąd do cholery wie, gdzie są klucze?
Wstał zszokowany i zdołał wydusić z siebie dwa słowa:
- Isabel, dlaczego…?
Nie zdążył powiedzieć nic więcej. Nie chciał powiedzieć nic więcej. Żaden rozsądny mężczyzna nie próbowałby się odezwać, gdyby całowały go takie usta. Tak wytęsknione usta. Kobieta, która sprawiła najpiękniejszą niespodziankę ze wszystkich zrzuciła na ziemię torebkę, nie przerywając pocałunku. Przysunęła się bliżej, by mógł ją  objąć. Gdy przytulał ją, czuł, jak mocno bije jej serce pod zgrabną piersią. Oprzytomniał po kilku chwilach, lecz jedyna myśl, jaka krążyła mu po głowie to „niech ona tylko nie przestaje”.
Nie zamierzał jej dawać powodu ku temu. Prosił ją swym językiem, by całowała go bardziej namiętnie. Dotykali się oboje, czerpiąc niewyobrażalną radość z pieszczot swych ust i dłoni. Pocałunki stawały się bardziej żarliwe, gdy pchnęła go na stół, przy którym pisał kilka minut wcześniej. Przycisnął ją mocno, chłonąc żar, jaki od niej czuł. Wsunął dłonie pod jej białą bluzkę. Masował odcinek lędźwiowy kręgosłupa, najpierw zataczając kręgi, potem przesuwając ręce w górę. Jakby nieśmiało. Nadal nie był pewien, czego ona tak właściwie chce. Zabawne, że nie zastanawiał się, skąd się tu wzięła ani jak go znalazła, albo kto ją wpuścił. Przecież drzwi zewnętrznych nie da się otworzyć naciskając klamkę. Rozmyślał nad tym czego ona chce. Idiota, pomyślał, gdy uniosła  ręce do góry, gdy jego dłonie sięgnęły wystarczająco wysoko. Zrzucił jej bluzkę na podłogę, spojrzał pytająco w te piękne brązowe oczy, które rozkosznie milczały. Słowa przekazując przez kolejną porcję pocałunków. Przytulał ją do nagiego torsu. Nie zdążył sięgnąć po bluzkę, gdy usłyszał wcześniej pukanie do drzwi. Jej ciało było podniecająco gorące. Zakochiwał się w tym cieple bez reszty. Z każdą chwilą coraz bardziej. Chłonął je całymi ramionami. Rozchylił lekko uda, by przysunęła się bliżej. Poczuł silne podniecenie, gdy zbliżyła swe biodra. Oderwał się od jej ust. Otulał pocałunkami jej szyję, barki, ramiona, z których zsuwał ramiączka biustonosza. Całował jej dekolt i odsłoniętą cześć piersi. Przytulał język do ich gładziutkiej skóry. Prosił ją, by nie przerwała nagle tej chwili wyrywając go z cudownego snu. Całował bardziej namiętnie, gdy poczuł, jak wplata palce w jego włosy wzdychając cicho. Rozpiął biustonosz, uwalniając jej śliczne, zgrabne piersi. Niemal łza zakręciła mu się w oku, niczym bohaterowi pewnej polskiej komedii. Pieścił jej biust ustami tak żarliwie, jakby robił to pierwszy raz. Nie próbowała go powstrzymywać. Miał nadzieję, że daje jej tym czystą przyjemność. Miał nadzieję, że ona tego chce. Jednak zwolnił. Zaczął całować powoli, czule, delikatnie. Jedynie muskał skórę. Tak lekko, jak dotyka ciepły wiatr. Wodził opuszkami palców po jej nagich plecach. Jedna z dłoni przetoczyła się przez bark i w swej wędrówce dotarła do piersi, pod którą wciąż szaleńczo biło serce. Zataczał koła palcem wskazującym wokół sutka. Tym samym muskając językiem ten, po prawej stronie. Drapała jego plecy, a on mocniej przycisnął dłoń. Westchnęła, gdy chwycił jej twardego sutka w palce i pociągnął tak delikatnie, jak zrywa się dojrzałą malinę. Jednak smak, jaki czuł pod językiem był tysiące razy słodszy. Szepnęła drżącym głosem:
- Pieść mnie.
Słysząc to wsparł się na dłoni potrącając laptopa, który stał za jego plecami. W dziwny sposób włączyła się piosenka Phila Collinsa „If Leaving Me Is Easy”. Nastrojowa jak cholera, pomyślał. Po czym odprowadził ją pocałunkami do posłanego wcześniej łóżka. Położyła się wygodnie na rozłożonych poduszkach. Rozpięła spódnicę, gdy on w tym czasie zdejmował spodenki. Uśmiechnęła się hipnotyzując go tym gestem. Jej oczy, uśmiech, nagie ciało… Znowu był tylko jej. Całował jej palce u stóp wsłuchując się w melodię saksofonu. Jeśli ją łaskotało, to tylko przyjemnie, bo usłyszał jak mruczy zachęcająco. Przesuwał usta przez stopę do kostki, wysuwając koniuszek języka. Delikatnie zwilżał jej skórę wokół kostki. Całował jej golenie przesuwając się wyżej. Pieścił pocałunkami kolano, a potem wewnętrzną stronę rozchylonych ud. Czuł przyspieszone bicie jego serca, gdy torsem dotknął jej gładkiej nogi. Westchnęła głośniej, gdy poczuła jak jego ręka opiera się o jej krocze, a kciuk zatacza małe koła w bardzo podniecającym punkcie. Chwyciła za róg poduszki ściskając mocno, gdy wsunął dłoń pod materiał majtek. Uniosła biodra go góry, by jak najszybciej się ich pozbył. Rozumieli się  perfekcyjnie. Jakby robili to od zawsze. Dotykał ją w taki sposób, jakby wiedział dokładnie co ją podnieca. Jakby wszedł do jej głowy i czytał myśli. A jedynie wsłuchiwał się w oddech, czuł drżenie skóry i wiedziony instynktem, miał nadzieję, że robi to dobrze… Poczuł, jak jej piczka staje się wilgotna. Spojrzał w górę, wciąż całując wewnętrzną stronę uda. Widział jak sterczą jej sutki, a pierś w coraz szybszym tempie unosi się i opada. Oddychała coraz szybciej, głośniej wypuszczając powietrze. Jego kciuk poruszał się w górę i w dół, między mokrymi płatkami warg. Gryzł jej przywodziciele tak blisko krocza, że aż jęknęła z rozkoszy, prosząc, by nie przestawał.
- Liż mnie, proszę.
Nie zamierzał spełniać jej prośby tak szybko i już chciał całować drugie udo, gdy mocno pociągnęła go za włosy przyciskając twarz tam, gdzie ma ją pieścić. Westchnął nie tyle z gniewu, co z radości i podniety, że ta piękna kobieta tak bardzo pragnie jego pieszczot. Całował jej wilgotny skarb, od dołu do góry i po całej szerokości. Wysunął język naciskając czubkiem na różowy guziczek. Zacisnęła mocno palce na jego włosach. Jęczała cicho, gdy robił to namiętnie, raz po raz. Jej ciało wyginało się niczym łuk, gdy czuła, jak język kochanka pieści ją na całej długości wsuwając się głębiej z każdym ruchem. Koniuszkiem pieścił ją tuż przy wejściu, doprowadzając ją do obłędu. Zwinął  go w rurkę i wpuścił do środka. Niemal zawyła rozpalona rozkoszą, jaka ogarnęła jej spragnione ciało.
- Och tak! Och tak! Nie przestawaj – mówiła rozkazująco.
Przyspieszał pieszczoty, podniecającymi, posuwistymi ruchami języka. Jej biodra poruszały się na rozkaz tego zwinnego mięśnia. Wzdychała szybciej i szybciej, a jego język przyspieszał coraz bardziej.
- Wejdź we mnie! – rozkazała.
Ach cóż to był za głos! Pół przytomny jęk, połączony z rozkoszą zdecydowania kobiety o jakim marzy każdy mężczyzna. Zsunął bokserki zbliżając biodra do jej łona. Jego męskość już od dawna była twarda i sztywna. Popieścił ją główką tuż przy wejściu, drażniąc się z nią. Chciał by jeszcze bardziej się podnieciła. Patrzył jej w oczy z diabelskim uśmiechem robiąc to. Gdy otworzyła usta,by zaprotestować przerwał jej rozkoszą. Wsuwał się w nią czule. Powoli, zatapiając się w jej wilgotnej kobiecości. Niemal z gracją… Otworzyła szeroko usta w niemym krzyku, po czym jęczała miarowo, gdy masował jej wnętrze ruchami bioder. Oparty na nadgarstkach sapał głośno i patrzył na grymas rozkoszy na jej twarzy. Przyspieszał, by zaprowadzić ją pod samą granicę. Zwalniał, gdy widział i słyszał jak jest blisko. Robił to z rozwagą, lecz przestał, gdy sam niemal wybuchł w jej wnętrzu. Zgadywał czytając w jej oczach, że chce go poczuć mocniej, głębiej, bardziej. Uniósł jej uda, podpierając się na ramionach. Poruszał biodrami wchodząc w nią głębiej. Trzymając się za uda jęczała głośno i patrzyła do góry. Jakby prosiła Boga o wybaczenie za to, że czuje tak nieprzyzwoitą rozkosz. W pewnej chwili gwałtownie odwrócił ją. Zdołała się tylko oprzeć na  nadgarstkach, gdy poczuła jak znów wbija się w nią, mocno wyrzucając biodra przed  siebie. Trzymał ją za pośladki, szepcząc:
- Uwielbiam się z tobą kochać… jesteś wspaniała – mocne pchnięcie – cudowna – jeszcze mocniejsze.
Nachylił się nad nią opierając ciało na jednym ramieniu. Odwróciła z trudem głowę prosząc o pocałunek. Popieścili się językami przez chwilę, nie przerywając miłosnych pchnięć. Lizał jej kark, szepcząc do ucha, jak jest mu z nią dobrze. Podniecało ją to,  bo sama zaczęła poruszać biodrami odbijając się od łóżka. Objął jej klatkę piersiową i uniósł tułów do góry nie przerywając złączenia. Masował jej brzuch, piersi, pieścił namiętnie jej krocze, doprowadzając niemal do orgazmu. Trzymała go za szyję jęcząc do ucha, gdy wgryzał się w jej bark. Zataczała kręgi swoim słodkim tyłeczkiem. Tańczyli swój niepowtarzalny taniec kochanków, przepełnieni rozkoszną jednością. Całował ją a ona jego czując, że wkrótce będzie po wszystkim. Zeszła z niego uwalniając się z objęcia. Odwróciła się i usiadła na nim okrakiem. Objęła go za szyję, pocałowała tak namiętnie jak na początku i po chwili zaczęła poruszać biodrami. Nie pragnął niczego więcej, jak tylko nigdy się nie obudzić. Chciał czuć tę bliskość do końca życia. Niech mnie ktoś  zastrzeli, prosił w myślach, czując jej język na ustach, teraz będę mógł umrzeć. Sięgnął dłonią jej piersi. Ściskał sutki, gdy przyspieszyła ruchy bioder, gdy jęczała głośniej. Drugą ręką ścisnął jej pośladek wbijając paznokcie w skórę. Przyspieszyła jeszcze bardziej przytulając się mocno do niego. Podskakiwała na nim w szalonym tempie, a jej podniecone piersi ocierały się o jego tors. Pochylił się do tylu nieomal uderzając głową w stół. Patrzył na swoją ukochaną. Na to, z jakim wdziękiem się porusza dając upust pożądaniu. Uniósł biodra do góry, by poczuła go w całej sobie. Poruszała namiętnie samymi biodrami ciałem przylegając do niego… coraz szybciej… chwycił ją za barki i tym razem sam kontrolował moc z jaką  się kochali. Chciał, by doszła siedząc na nim. Niemal piszczała mu do ucha, ściskając ramieniem jego szyję. Nie mogła znieść tej chwili w której w jej ciel wybuchnie bomba. Obawiała się, że to rozerwie jej serce, lecz nie przestała ani na chwilę pragnąć spełnienia. Trzymała go mocno, niemal z całej siły. Zwolniła uścisk dopiero, gdy jej ciało zaczęło drżeć w spazmach rozkoszy, która trwała, jakby nieskończenie. Zamknął oczy chcąc poczuć mocniej to, czego nie widać. Boskie uczucie rozlewające się wszędzie wokół. NIczym fala gorącej namiętności. Leżała na nim ciężko dysząc ze wzrokiem wbitym w odległy punkt Wszechświata. Pocałował ją wciąż tonąc w objęciach Isabel. Otworzył usta, by znów szepnąć:
- Isabel, dlaczego…
przerwał na chwilę, czując że zbyt mocno bije jego serce. Dostrzegła to w jego oczach. Uspokoiła go pocałunkiem.
- Isabel, dlaczego nie mogę Cię przestać kochać? – zapytał drżącym głosem.
Odpowiedziała patrząc mu głęboko w oczy, przerażająco poważnym wzrokiem:
- Bo ja tego nie chcę.
Zamknął powieki chłonąc to uczucie szczęścia, które prawie tak, jak orgazm zalewało jego ciało. Próbował też powstrzymać łzy.
Gdy otworzył oczy, jej już nie było. Poczuł dziwne zmarszczki na czole. Siedział na krześle, pochylony do przodu z głową opartą na blacie. A w tle wciąż grała ta sama piosenka, której słowa odbijały się echem „Jeśli opuścić mnie jest tak łatwo, to jakże ciężko będzie do mnie wrócić”.