Szczur.

Nie ma to jak późno-jesienny deszcz, który z każdą kroplą przybliża nas do zimy, a odsuwa w niepamięć całkiem przyjemne lato, myślał mężczyzna otulony czarnym płaszczem. Jego krótkie, czarne włosy zroszone przez mżawkę, zdawały się być jakby zamarznięte. Owalna twarz, ozdobiona parą niebieskich oczu, które zaszczycały nieliczne damy swym uwodzicielskim spojrzeniem, wskazywała na nieco młodszy wiek niż dwadzieścia siedem lat.
Mężczyzna najwyraźniej czekał na transport do stolicy, bo co kilka chwil spoglądał zniecierpliwiony na rozkład jazdy między Lublinem a Warszawą. Szczerze wątpił w punktualność przewoźników. Im bliżej siedemnastej, tym częściej patrzył na zegarek, podarowany w prezencie od narzeczonej. A ściślej mówiąc, byłej narzeczonej. W założeniu, miała stać tutaj razem z nim i niecierpliwie zerkać w stronę wjazdu na parking. Pięć minut przed godziną odjazdu, zza zakrętu wyjechał biały sprinter. Kierowca świadomy delikatnego spóźnienia, nie kwapił się, by sprawdzać rezerwacje, zapraszając tych, którzy płacili lub sami upominali się o zarezerwowane miejsce.
Starsza kobieta, z widocznym garbem, chustką na głowie, która służyła poniekąd ukrywaniu pomarszczonej twarzy, w brudnym fraku, zaczepiała ludzi z kolejki. Prosiła o drobne na bułki. Co niektórzy patrzyli w niebo, jakby chcieli zobaczyć w tych deszczowych chmurach coś niezwykłego, na co nigdy wcześniej nie zwracali uwagi, a teraz znalazła się ku temu wymarzona okazja. Inni po prostu odmawiali kobiecinie, a nieliczni, może cztery, czy pięć osób, rzucało parę drobnych na chudą, zmarznięta i niewątpliwie wiekową dłoń. Gdy obeszła prawie wszystkich i znalazła się w pobliżu kierowcy, nie mogła nie dostrzec kasetki z pieniędzmi, którą postawił na fotelu, wydając z niej resztę. Jak zahipnotyzowana, patrzyła i przysuwała się w jej stronę, niczym Smeagol do Pierścienia Władzy.
- Idź pani stąd! – warknął kierowca, widząc jak patrzy na pieniądze.
Staruszka podskoczyła że strachu. Odparła odchodząc:
- Żadnego współczucia – rzuciła ochrypłym głosem.
- Żadnej chęci do roboty – odpowiedział w ripoście kierowca.
- Może i żebrze, może i nie ma pracy, ale nie musi płacić podatków tym darmozjadom – wtrącił słuszną uwagą mężczyzna stojący w kolejce.
- To prawie taki sam pasożyt jak i oni – stwierdził cynicznie, lecz trafnie kierowca.
Kilka osób pokiwało głową z aprobatą.
Mężczyzna w płaszczu usiadł w środkowym rzędzie przysłuchując się krótkiej wymianie zdań. Nikt nie zdołał zauważyć, lub tez nie chciał naraz, że gdyby ta kobieta, znalazła się na miejscu tamtych pasożytów, świat byłby lepszy, pomyślał. Potem patrzył na szare mokre ulice i białe pasy na środku jezdni. Zerkał od czasu do czasu na umykające szybko budynki z pewnym niesmakiem. Znał tak dobrze to cholernie miasto, a od pewnego czasu, nie potrafił się w nim odnaleźć. Szukał każdej okazji, by tylko być gdzieś indziej, w podróży. Czy to przez samotność? Nie wiedział. Wiedział natomiast skąd biorą się niedoszli samobójcy.
Przekonał się o tym pewien czas temu, gdy siedział przy biurku, w niedużym, wynajętym pokoju jednoosobowym. Wpatrywał się w puste miejsce na półce, gdzie przez wiele tygodni stało ich pierwsze wspólne zdjęcie. Rzucił je w kąt, nie mogąc znieść widoku zakochanej pary. Pierścionek zaręczynowy, który zostawiła tego dnia na biurku wraz z certyfikatem autentyczności, schował do szuflady. Nie chciał go dotykać. Choć myślał o tym, żeby go połknąć, a to co później miałoby się z nim stać, byłoby równie nieodgadnione jak kobiece pragnienia. Ależ jakie byłoby to symboliczne! Wpakował by go w to samo gówno, w jakim znajdował się przez ostatnie tygodnie. Życie, które polegało tylko i wyłącznie na pustej egzystencji. Nawet pieprzone mrówki miały dla świata większe znaczenie, jeśliby się dobrze nad tym zastanowić. Dopadła go potworna samotność, którą odczuwa się tylko wtedy, gdy najcudowniejsza kobieta na świecie całuje cię, przytula, jeszcze pozwala pomacać pośladki a potem idzie bóg wie dokąd, czy do kogo. To nie istotne, myślał, czas wypić za błędy!
- Ryśku! – zawołał myśląc o piosence Rynkowskiego – Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem! I tak nastała whisky z colą, szklanka pierwsza.
W sumie było ich więcej niż siedem, więc porównanie wyszło mu do kitu. Po wszystkim, gdy wstał, by ruszyć chwiejnym krokiem do ubikacji, stracił równowagę i upadł, uderzając głową w ścianę. Czas zastanowić się nad pozytywami, pomyślał, jakby wstąpił w niego zupełnie nowy duch. Spójrzmy jak jest ich wiele, w porównaniu do minusów, którym właściwie jedynym dotkliwym, jest brak regularnego seksu. Może jest jeszcze czułość, do której tęskni każdy mężczyzna, bez wyjątku, ale prawie żaden się do tego nie przyznaje. Przecież to takie pedalskie. Spójrzmy na pozytywy, a jest ich sporo, choć na początku trudno je dostrzec, aczkolwiek nie jest to niemożliwe. Wychodzisz gdzie chcesz, robisz co chcesz i wracasz kiedy chcesz. Nikomu nie musisz się tłumaczyć skąd ta rana, ani dlaczego tyle wypiłeś. Nikt nie mówi ci co masz robić. Nikt nie krzyczy bez powodu i nie pozbawia równowagi czy spokoju ducha. Jednym słowem jesteś wolny, ale za to jesteś do dupy. Rzadziej się uśmiechasz, częściej sięgasz po wódkę, piwo, wino, czy cholera wie co jeszcze. Samotność jest pijaństwem i prowadzi do samobójstwa. Siedziałeś już z żyletką w dłoni. Gdyby nie niespodziewany telefon od pewnej sponsorki z Warszawy, leżałbyś do tej pory martwy w pokoju, bo Twój współlokator nie odróżniłby smrodu rozkładającego się ciała od zapachu mydła. Tego drugiego, chyba bał się bardziej. Tak zostałeś niedoszłym samobójcą. Po pewnym czasie tłumaczyłeś się najnowszej ulubionej znajomej, że to Marylin Manson tak cię namawiał śpiewając niemal szeptem że samobójstwo jest bezbolesne i przynosi tak wiele zmian. A ona współczuła i całowała, całowała i drapała, drapała i posuwała cię naj wariatka. Skuteczne lekarstwo na dolegliwości. Dziękuję pani doktor, terapia się udała!
Może by ją odwiedzić? Zastanawiał się. Starą przyjaciółkę od demonicznego seksu? No, taka stara to ona nie była, przepraszam bardzo. Ledwie kilka lat różnicy. Ty dwadzieścia siedem, ona nieco ponad trzydzieści. Czasem świat jest bezwzględny, ale warto zanurzyć w tej bezwzględności, by wyłowić jakiś bezcenny skarb. Próbował ją powiadomić, że wybiera się do stolicy, ale uparcie nie odbierała telefonu. Kiedy to było? Jakieś pięćdziesiąt dni temu.
Nie ważne, jedziemy na mecz! Może potem znów będzie co wspominać. Zobaczymy.
Podróż przebiegała bez większych zakłóceń. Po drodze parę korków, bo remonty trwały w nieskończoność. Przynajmniej ludzie widzą że coś się dzieje, a że dzieje się to bez końca, to już inna sprawa. W samym mieście, częściowo dobry nastrój prysł, bo nie było słychać nic, prócz tych cholernych klaksonów. Czy oni nie mogą wysiąść i dać sobie po razie? Najwyraźniej lubią upodabniać się do tych małych piesków, które szczekają na ciebie, gdy przechodzisz obok ich podwórka, a uciekają z podkulonym ogonem, gdy tupniesz w ich stronę.
W końcu! Siedzisz wśród kibiców! Całą reszta przestaje mieć znaczenie. Cieszysz się i emocjonujesz spotkaniem. Oj, tym razem było czym.
Szczęśliwie i cudem spotkanie skończyło się zwycięstwem reprezentacji Polski, nad reprezentacją Czarnogóry. Rezultat byłby do przewidzenia gdyby normalna kadra remisowała na wyjeździe 2:2. Ważne, że emocje były. Mirko Vucinić po niecałym kwadransie pozbawił złudzeń tych, którzy myśleli i bezbramkowym remisie jako dobrym wyniku. Polacy, jak to mieli w zwyczaju, konsekwentnie realizowali założenia taktyczne trenera, nie oddając żadnego strzału na bramkę przeciwnika. Jodłowiec chciał strzelić na samobója, ale nie trafił. Nasi dali okazję do zademonstrowania sześćdziesięciu tysiącom kibiców, siły swoich gardeł i mocy gwizdów. Zrobiło to niemałe wrażenie na piłkarzach i trenerze, bo w samej przerwie dokonał trzech zmian. Skutkiem tego było przejście na system trzy, cztery, trzy i zaskarbienie sobie sympatii kibiców którzy nagrodzili owacją na stojąco tę decyzję. Ku jeszcze większej radości fanów, szybko udało się wyrównać dzięki upragnionemu golowi Roberta Lewandowskiego. Polacy pobudzeni trafieniem ruszyli do ataku, przez co nadziewali się na niebezpieczne kontry. Mniejsza o ryzyko, za to mecz był interesujący! Kilkanaście minut przed końcem, Rafał Wolski, ustalił wynik spotkania na 2:1 dla Polski. Brawom nie było końca, a wzruszające odśpiewanie hymnu, na długo zapadnie w pamięć.
Jest dobrze, myślał, przynajmniej było warto wydać tę stówkę na najlepsze miejsce. Może teraz jakieś piwko dla uczczenia zwycięstwa? Najpierw jednak trzeba pozbierać myśli i zjeść coś dobrego na dworcu. Jest tam pewne miejsce, gdzie dają dużo a biorą tyle, co wszędzie.
Po obfitym posiłku, składającym się z herbaty i dużej tortilli, nie mógł się za bardzo poruszać, a o piciu nie było mowy. Poprzednim razem tak dobrze nie karmili, pomyślał, wdrapując się po schodach do głównej poczekalni. Usiadł w miejscu, gdzie miał na oku ochronę i swobodnie obserwować hall. Przyglądał się przez długie minuty, zmęczonym, usypiającym ludziom, którzy od czasu do czasu, jakby losowo, odbierali się w pary i odpoczywali oparci o plecy partnera lub partnerki. Znalazło się tez paru zapaleńców, którzy żyjąc emocjami po zwycięskim spotkaniu śpiewali radośnie „Polska, Białoczerwoni”.
Prawie jak podczas Euro 2012 pomyślał. Z ta różnicą, że nie ma tu tysięcy innych, no i jest się z czego cieszyć.
W pewnym momencie poczuł, jakby coś go dotykało, lecz w pobliżu nie było nikogo. Ludzie, nie wiedzieć czemu omijali tę cześć hallu, gdzie jest kantor, a obok Rossman. Niespokojnie wodził wzrokiem od lewej do prawej wyszukując czegoś… Czego? Uporczywego spojrzenia. Wiedział podświadomie, że ktoś na niego patrzy. Zatrzymał wzrok w miejscu, gdzie prowadzi wyjście na parking przed dworcem, a za nim, po drugiej stronie ulicy, widać stację metra. Zobaczył młodą kobietę, która podobnie jak on, miała na sobie czarny płaszcz. Tyle, że jego damską wersję. Nie nosiła szalika ani czapki, więc widział niezwykłą, naturalną urodę jej twarzy, w całej okazałości. Patrzył na nią niepewnie i po chwili opuścił wzrok. Ech, ta nieśmiałość. Gdy znów spojrzał w tamto miejsce, nie widział jej. Krucze, ładna była. Zawiedziony patrzył na podłogę przed swoimi stopami. Ku jego zdziwieniu, znalazła się tuż przy nim. Uśmiechnęła się, a potem ruszyła w kierunku schodów. Odwróciła się do niego.
- Idziesz? – pytały jej niebieskie oczy.
Zrobił to, co zrobiłby każdy heteroseksualny mężczyzna. Poszedł.
Zeszła do pasażu, kierując się ku wschodniej części dworca. Mężczyzna wiedział o tym, bo niejednokrotnie snuł się po tym labiryncie w oczekiwaniu na pociąg. Nie obchodziło go, czy idzie na pewną śmierć, czy na dziki seks, skupiwszy się wyłącznie na obserwacji zgrabnego tyłka. Uznał, że jeśli ma zginąć głupio, to przynajmniej będzie próbował sobie poużywać. Szedł za nią, aż dotarli do starej, nieoświetlonej części dworca, gdzie nawet on się nie zapuszczał. Dziewczyna wbiegła w ciemność, a on stanął na krawędzi jasności, jakby obawiając się złych duchów, które kryją się tam, gdzie nic nie widać. Jeśli wrócić, to tylko teraz, gdy ona gdzieś znikła. Już miał zawołać, gdy przestraszyła go, wyłaniając się z mroku i pociągnęła w ciemność za szalik. Chwycił ją za rękę, ale nie zatrzymywał się. Poznał ten dotyk, pamiętał go, lecz nie mógł sobie przypomnieć do kogo należy, a twarz tej dziewczyny była mu tylko częściowo znana. Dopiero potem miał sobie o niej przypomnieć.
Prowadziła go głębiej, w jakiś nowy tunel, w którym nie śmierdziało tak, jak choćby na tym starym peronie, skąd można dojechać np. do Pruszkowa. Był podniecony towarzystwem obcej dziewczyny, w ciemnym tunelu, ale serce waliło mu mocno że strachu.
Dziewczyna nagle zatrzymała się i odwróciła w jego stronę.
Był niemal przekonany, że trzyma w dłoni nóż sprężynowy i cofnął się odruchowo. Tak, to tutaj jest koniec twojej nędznej podróży, parszywy frajerze.
To nie był nóż, śrubokręt, czy inne narzędzie zbrodni. Dziewczyna przyłożyła dłoń do miejsca, gdzie biło jego serce, a potem zbliżyła się do niego i pocałowała. Odwzajemnił jej pocałunek, ale zmieszany przerwał na chwilę. Chciał coś powiedzieć, ale ona pociągnęła go za ręce, w kierunku swoich pośladków i znów zamknęła usta pocałunkiem.
No dobra, pomyślał, jak sobie życzysz.
Pchnął ją na ścianę, lecz zamortyzował uderzenie opierając się dłońmi o szorstką powierzchnię. Rozpięła swój płaszcz, nie przerywając pocałunku, rozsunęła niezapięty sweter. Chwyciła jego dłoń, która namiętnie masowała jej idealne pośladki. Chciała by dotykał jej piersi. Nie miała biustonosza, co bardzo go ucieszyło. Dotknął jej delikatnie i z wyczuciem. Całował szyję wsłuchując się w tętno, niczym wampir przed wbiciem kłów. Rozpięła mu spodnie, a on wsunął druga dłoń pod materiał jej majtek. Ależ miała gładką skórę. Masowała jego męskość, a on w rewanżu pieścił ja z przodu. Całował odkryty biust, a ona wzdychała, nie przerywając swoich gierek palcami. Odwróciła się w pewnym momencie i naparła na niego biodrami. Zsunął jen spodnie i wszedł w nią powoli. Oboje poruszali rytmicznie biodrami. Jęczała cichutko. Trzymał jej ręce oparte o mur, jakby były kajdankami. Robił to mocniej, wczuwając się bezbłędnie w jej pragnienia, jakby robili to od zawsze. Nadjeżdżał pociąg, który zagłuszył jej namiętny krzyk rozkoszy.
Po wszystkim stwierdził, że zdecydowanie powinien się jej przedstawić, lecz ona znów zamknęła mu usta pocałunkiem. Skąd ona wiedziała, że ja w ogóle chcę coś powiedzieć gdy tylko otwieram usta? Tortilla, no tak.
Wyprowadziła go z tunelu. Zastanawiał się co zrobić, by zachować się w miarę taktownie w takiej sytuacji. Uznał, że lepiej na tym wyjdzie, jeśli podporządkuje się tej młodej nimfomance. Cholera, może mnie czymś zatruła? A huk z tym, przynajmniej była dobra.
Na tym dylematy się skończyły i postanowił, że pozwoli toczyć się wydarzeniom własnym torem. Co ma być to będzie. Ważne ze jest co wspominać. „Trzeba kolekcjonować dobre wrażenia”, cytując jedną z najlepszych polskich komedii.
Zaprowadziła go do słynnej Hard Rock Café, zadziwiająco długo otwartej. Wewnątrz, przyjemne, stonowane światło, niewielki ruch, przyjemna atmosfera i symboliczną muzyka. Marylin Manson zabawił się i nieźle zaśpiewał swoją wersję przeboju „Sweet Dreams”. Jakże ten utwór pasował do przeszłych, obecnych i przyszłych wydarzeń! Nie miał nawet pojęcia, jak często będzie nucił tę melodię.
Podeszli do baru. Mężczyzna sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza po portfel, lecz dziewczyna powstrzymała jego rękę i wskazała koniec długiej lady, gdzie stały dwa taborety, jakby czekały właśnie na nich. Niechętnie uległ pod wpływem boskiego uśmiechu i ruszył we wskazanym kierunku. Zastanawiał się, czy może ona jest niemową, ale gdy patrzył jak rozmawia z barmanem, odegnał od siebie tę myśl. Nie używali migowego, a dziewczyna szybko i sprawnie poruszała ustami. Położyła dłoń na ręce barmana, jakby chciała go uspokoić, po czym zaśmiali się i spojrzeli oboje w jego stronę.
Dla niego przebieg tej rozmowy był mniej więcej taki:
- Wiesz, złapałam kolejnego frajera. Myśli że jest nie wiadomo kim, tak mnie posuwał. Ale nie martw się, (przyłożenie dłoni) Ty i tak masz większego. Teraz nalej nam whisky i niech gość spada, a potem wrócę do Ciebie i skoczę za ladę na mało co nie co, ok?
- Jasne, nie ma sprawy i pozdrów go ode mnie. Powiedz najlepiej, że Wujek Dobra Rada i tak jest najlepszy. Niech nie myśli o sobie że jest bogiem seksu, a co.
- Dobrze, nie przejmuj się. Wyczyta to w moim spojrzeniu. Dzięki za whisky.
- Spoko mała, tylko nie zbij szklanek.
Barman nalał whisky do dwóch szklanek i dolał nieco coli do każdej z nich. Mężczyzna patrzył uważnie czy niczego tam nie dosypuje, ale uznał że i tak nie mógł wszystkiego widzieć. Dziewczyna podeszła do niego. Podała mu szklankę. Stuknęli się szkłem i wypili po łyku, nie spuszczając z siebie wzroku. Mężczyzna nabrał odwagi i otworzył usta by coś powiedzieć, a dziewczyna tylko pokręciła głową. Ostrzegawczo? Nie był pewien. Odniósł wrażenie, że ona obawia się, iż ktoś usłyszy jak rozmawiają i wtedy stanie się coś złego. Miała tak piękne niebieskie oczy, ale przy tym jakby zimne, bez duszy. Zaskoczyło go to, że nie widział w nich swego odbicia. Uznał, że to zmęczenie i pewnie światło tak jakoś dziwnie pada.
- Dziękuję – powiedział uśmiechem, kładąc rękę na jej dłoni
- Nie ma za co – odpowiedziała również uśmiechem.
Siedzieli tak przez chwilę w ciszy wzajemnych spojrzeń.
Nie wiedzieć czemu, ale dopiero teraz przypomniał sobie, że zarezerwował busa, który odjeżdża o drugiej w nocy, spod Marriotta. Uspokoił się, gdy rzucił okiem na zegarek. Miał przynajmniej dwie godziny. Dziewczyna spojrzała mu głęboko w oczy, jakby chciała przeniknąć jego umysł. Ujęła jego dłoń i przyłożyła do policzka. Nie zwrócił uwagi, że była teraz zimna, jak lód. Zahipnotyzowany w jakiś niezrozumiały i niezauważalny sposób pozwolił jej przenicować swój umysł. W myślach zapraszał ją do siebie. Ignorując wewnętrzny głos, który kategorycznie zabrania mu tego robić. Nie czuł nic innego, ja tylko ciepło i radość. Czuł się bezpiecznie, przekonany, że ta dziewczyna nie może być zła. Nie zauważył, że w jego głowie zakwitła nowa myśl, zasiana wcześniej w tunelu i podlana potem alkoholem. Bo i skąd miałby to wiedzieć? Gdyby był inny… Może zdołałby się uratować, ale dla niego od dawna było już za późno. Jeszcze długo przed narzeczeństwem, które tylko odwlekało nieuchronny koniec
Uśmiechnęła się szeroko i obudziła go tym gestem, jak hipnotyzer, który pstryka palcami. Jej spojrzenie mówiło jasno: możesz iść. On rozumiał to jak: jestem Ci wdzięczna, było wspaniale. Odpowiedział uśmiechem. Rozumiał. Po swojemu.
Wstał z miejsca, dziewczyna również. Ucałowała go w policzek a potem odprowadziła wzrokiem, jakby zmartwiona. Gdy wychodził, nadział się na ostrzegawcze spojrzenie barmana, nieco nieufne, podejrzliwe. Pewnie jest zazdrosny, pomyślał mężczyzna w czarnym płaszczu, po czym opuścił lokal.
Gdy znalazł się na zewnątrz, nie był pewien tego, co się wydarzyło. Czuł się delikatnie pijany. Nie odwracał się za siebie. Może jej wcale nie było? Myśl zapuściła korzenie. Dostrzeże ją dopiero wtedy, gdy wyda pierwsze owoce.
Spojrzał na zegarek. Było kwadrans po północy. Patrycja mieszka niedaleko, więc nawet jeśli go nie wpuści, to i tak zdąży wrócić na czas. Czemu nie odbierała telefonu, gdy chciał ją uprzedzić, że wybiera się do stolicy? Z pewnością miała na głowie wiele obowiązków. Między innymi dlatego stwierdziła, że musi o nim zapomnieć. On się uparł, że jeszcze da o sobie znać. Odpowiedziała mu uśmiechem i niedowierzaniem, zamieszkanym z smutkiem. Była przekonana że zacznie szukać sobie młodszej jak tylko wyjdzie z mieszkania. Nie szukał.